Są dziennikarze, posłowie czy piosenkarze, którzy specjalizują się w wulgaryzmach, a to oznacza, iż ktoś przydzielił im taką rolę, dał im przyzwolenie. Stalin nie bez powodu napisał dzieło o językoznawstwie, które było drogowskazem dla komunistów, a dziś jest nim i dla postkomunistów (czy służącym im wiernie liberałom), w którym zwraca się uwagę, że język jako narzędzie propagandy jest nie tylko środkiem komunikacji, ale skutecznie zmienia mentalność ludzi. Otóż za pomocą dopuszczanego w życiu publicznym języka pełnego wulgaryzmów próbuje się w nas wyzwalać tylko najniższe instynkty, tak byśmy byli rozdrażnionym stadem dzikich zwierząt, nad którymi panuje medialny treser, trzymając w ręku bicz. Czytaj więcej...
NASZA POLSKA, nr 32, 17.08.2010 Twarz, sylwetka, mundur, szabla, lanca i koń – ułan polski, którego rozpoznamy na każdym obrazie lub zdjęciu. Mina marsowa, sylwetka wyprostowana, mundur idealnie skrojony, szabla błyszcząca, lanca długa i koń. W jednym szwadronie konie były jasnosiwe, czyli białe, w drugim całkowicie siwe, ale z czarnym ogonem i grzywą, w trzecim siwe z różnymi domieszkami, a trębacze dosiadali koni srokatych (siwo-cisawych). Tak malowniczo wyglądał pułk z roku 1830 dowodzony przez Stefana Ziemięckiego.
Pułk piękny i groźny. Bo nie było to wojsko tylko na pokaz, choć musiało porządnie wyglądać. Przychodził jednak moment ataku, a wówczas, tak jak pod Grochowem: „Lance zniżyły się płotem proporcami furcząc pod łby końskie. Drugi szedł jak ława [...] a gdy pas siwych koni uderzył o czarną kolumnę, położył ją jak wicher wybujałą pszenicę, rozłamał się na lewo i prawo i walił pancerników na szosę”, aż dudniło od kirysów padających na kamienie... (A. Cz. Dobroński, K. Skłodkowski, 2 pułk ułanów Grochowskich im. gen. Dwernickiego 1917-1939, 2008). Wystarczy zamknąć oczy, by usłyszeć najpierw pieśń, potem komendę do ataku, tętent kopyt, pęd natarcia, wrzawę bitewną, a wreszcie ciszę i modlitwę. Ułani polscy! Co to musiał być za rozkoszny widok, gdy w okresie międzywojennym kultywowano te przepyszne przeglądy i parady. Serce rosło wśród dorosłych, a dzieci i młodzież ogarniał zachwyt i marzenie, by kiedyś wdziać śliczny mundur, dosiąść konia i z pochyloną lancą bronić ojczyzny.
Polacy zawsze kochali konie. A służyły one nie tylko do pracy, do polowania czy do wojaczki. Nauka jazdy konnej pełniła też ważną rolę wychowawczą, o której mało kto dziś pamięta. Już u Platona pojawia się przecież obraz powozu, który ciągną dwa rumaki. Biały symbolizuje nasze dobre skłonności, a czarny – złe. Woźnica musi umiejętnie ściągać i popuszczać lejce, by czarny koń nie poniósł, a biały by nie przysnął. Inaczej powóz łatwo może się wywrócić i nie dotrzeć do celu. A przecież ułan nie znajdował się z boku, lecz wprost dosiadał konia, czując cały sobą tę energię, jaka pozostawała w jego mocy, jeśli tylko był dobrym jeźdźcem. To nie koń woził ułana, ale ułan kierował koniem. Człowiek, który uczy się dosiadać konia, ma proste przełożenie na swoje własne uczucia, które mogą ponosić lub usypiać aż do upadku. Więc jak konia trzeba ściągać za wodze tak i samego siebie trzeba krótko trzymać, zachowując czujność. Bo konia może przestraszyć zwykła kartka papieru w trawie, tak i nas wystraszy jakiś obrazek w telewizji lub nagłówek w gazecie, po prostu byle co.
Gdy dziś nieomal wszystko obraca się wokół uczuć, żeby ich nie ranić i nie obrażać, tak dawniej uczucia były polem wychowania cnót – umiarkowania i męstwa – a to oznaczało trzymanie ich na wodzy pod kierunkiem rozumu. Stąd właśnie jazda konna była tak kształcąca, ona formowała charakter, znajdując właściwie miejsce dla uczuć, które należało mieć pod sobą, a nie nad sobą. Wyraz twarzy i sylwetka ułana polskiego była tego właśnie wyrazem, przejścia takiej szkoły charakterów.
Jaka szkoda, że ta barwna i pouczająca tradycja zanikła, że mimo tylu militarnych rocznic młode pokolenia jedynie z rzadka mogą zobaczyć jak wyglądał choćby szwadron ułanów. Co to znaczy iść stępa, kłusować, galopować. Z czego w szczegółach składał się rząd koński, jak ubrany był ułan, jaką operował bronią. A wszystko to wymagało nie lada sztuki, sprawności fizycznej i psychicznej, i tego kontaktu między jeźdźcem i koniem, bo przecież w czasie jazdy stanowili nieomal jedność.
Odzyskaliśmy niepodległość nie mając normalnego regularnego wojska polskiego. Wojsko to mogło się jednak utworzyć dzięki temu, że w polskich majątkach i gospodarstwach pielęgnowana była umiejętność jazdy konnej. A gdy już Polska była niepodległa utworzono armię tak potężną, że zdolna była oprzeć się nawale bolszewickiej. Była to armia, w której pierwszorzędną rolę odgrywał właśnie koń.
W niedziele i święta ułani brali wspólnie udział we Mszy św., a na apelach rannych i wieczornych odmawiano modlitwy, w tym Anioł Pański za zmarłych kolegów (ibid., s. 35). Jak to musiało brzmieć! Jak oni musieli wyglądać! A przecież była to nasza codzienność. Codzienność Polski prawdziwie niepodległej. A dziś? Ile powstało filmów, które by ukazały ten zaczarowany świat polskiego ułana? Od czasu powtórnego najazdu Polski przez bolszewików temat ten zniknął albo ukazywany jest tylko w krzywym zwierciadle. Sytuacja nie zmieniła się po roku ’89, co oznacza, że Polska nie odzyskała swojej tradycji i swojego ducha, nadal pozostaje w cudzych mackach, które rządząc nami politycznie i ekonomicznie chcą też nadal sprawować rząd dusz.
A ułani, którzy przeżyli II wojnę światową, co z nimi się stało? Czy są bohaterami narodowymi, żywą pamiątką polskiego żołnierza, wzorem męstwa i szlachetności? Nic podobnego. Naród miał ich zapomnieć, a oni do kraju, za który walczyli, nie mieli już prawa powrotu. Ileż to biogramów opisujących przejścia i zasługi polskiego ułana kończy się suchym, a przejmującym zdaniem: zmarł w roku 1958, 1962, 1970 etc. w Nowym Jorku, w Chicago, w Londynie. Oni tam zmarli, choć serce ich zawsze pozostawało w Rzeczypospolitej. Patrzymy więc na twarz: dziarską, ciepłą, szlachetną. Takich twarzy miało w Polsce nie być, takich sylwetek, takich charakterów, takich ideałów, takich mężów. Karta ułańska została zamknięta. Czy się odrodzi?
NASZ DZIENNIK, Środa, 11 sierpnia 2010, Nr 186 (3812) Jeśli w dzień policja zachowywała się obojętnie, a w nocy przystąpiła jednak do działania, to znaczy, że zmieniony został rozkaz Z prof. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury KUL, rozmawia Paweł Tunia
Jak ocenia Pan zachowanie tysiąca młodych ludzi manifestujących w nocy przeciw krzyżowi?
- Uważam, że młodzież, która tak właśnie zachowywała się przed Pałacem Prezydenckim, sama siebie nie wymyśliła, ona stanowi kwintesencję młodego pokolenia, które zostało zaprojektowane przez dorosłych o poglądach liberalno-lewicowych. Dorośli to ich rodzice, nauczyciele, gwiazdy muzyki i filmu, dziennikarze, twórcy podejrzanych festiwali, a więc ci, w których młodzi ludzie szukają w sposób naturalny autorytetów, nie wiedząc, że będą przez nich wyprowadzeni na manowce, że zostaną poddani procesowi degeneracji. Młody człowiek nie rozumie do końca, co robi i dlaczego doprowadził się aż do takiego stanu, zwłaszcza gdy dla tzw. kurażu nafaszerowany został alkoholem, dopalaczem czy nawet narkotykami. Za tym wszystkim stoją dorośli, którzy z całą premedytacją i z zimną krwią doprowadzają młode pokolenie Polaków do upodlenia.
Na wielkie wydarzenia dziejowe patrzeć można przez pryzmat podręczników lub encyklopedii, a więc obiektywnie, ale raczej sucho, można też sięgać do osobistych wspomnień, relacji, pamiętników, które wprawdzie fragmentarycznie, ale w sposób żywy i plastyczny ukazują to, co działo się w okresie jakiegoś przełomu. Takim wielkim wydarzeniem, którego 90. rocznicę właśnie obchodzimy, był „Cud nad Wisłą", gdy armia polska pokonała bolszewików. Wystarczy popatrzeć na mapę, by zobaczyć proporcje między Sowietami, największym państwem świata, a stosunkowo niewielką Polską.
Towarzystwo Przyjaciół K U L. Koło w Montrealu
zapraszają Państwa
na odczyty:
prof. Piotra Jaroszyńskiego
Montreal
Sala Kościoła Matki Bożej Częstochowskiej (2550 Gascon).
Środa, 9 czerwca godz.20:00
Wokół
1 czerwca (wtorek) o godz. 16.00 w księgarni "Naszego Dziennika" w Warszawie Al. Solidarności 83/89 (tel. 022 850-60-20) odbędzie się promocja najnowszej książki
El I Congrés Internacional Una Societat Despersonalitzada? Propostes educatives (CISD) ha començat avui a la Universitat Abat Oliba CEU de Barcelona (UAO) amb
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.124!
Wykład wygłoszony podczas IX Międzynarodowego Sympozjum z cyklu «PRZYSZŁOŚĆ CYWILIZACJI ZACHODU» na temat:TOTALITARYZM - JAWNY CZY UKRYTY? które odbyło się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 24 kwietnia 2010roku.
Ułani 26 August 2010 06:23
NASZA POLSKA, nr 32, 17.08.2010
Twarz, sylwetka, mundur, szabla, lanca i koń – ułan polski, którego rozpoznamy na każdym obrazie lub zdjęciu. Mina marsowa, sylwetka...